Pomiędzy wszystkimi sprawami mniej lub bardziej ważnymi jest coś co przyciąga uwagę wszystkich. Dosłownie wszystkich - mowa o Euro 2012. Rozgrzewka przed mistrzostwami rozpoczęła się już na dobre po losowaniu grup eliminacyjnych, tak się składa dobrze lub nie, że i od tej chwili nie ma już mowy o tym, że Euro w Polsce się nie odbędzie.
Nie wiem jak Wy, ale ja będę bardzo nade wszystko zdziwiony, kiedy owo Euro się uda, bo rozpocząć rozgrzewkę przedmeczową bez treningu to jak strzelić sobie samobója do pustej bramki z 11 metrów. Oczywiście, jest jeszcze szansa, że się trafi w słupek lub poprzeczkę. A to udaje się tylko przez przypadek… nawet najlepszym.
Obawiam się, że staropolskie powiedzenie ‘polak potrafi’ w tym wypadku może mieć dwojakie znaczenie. Szkoda, że w obu przypadkach znaczenie to będzie zdecydowanie negatywne. Powiedzmy sobie szczerze, że czasu mamy mało i nawet pomimo tego nikt z rządzących nie kwapi się żeby przyśpieszyć (naprawdę przyśpieszyć) przygotowania całej infrastruktury, która w 40 milionowym cywilizowanym kraju powinna już być - od dawien, dawna…
Z drugiej strony może zdarzyć się przypadek i nam się uda. Wtedy, co prawda efekt ten nie będzie do końca zamierzony ale przysłowie, ‘polak potrafi’ stanie się wtedy zgodnie z mądrością narodu prawdą.
Pozostaje mi życzyć sobie i Wam, żebyśmy pokazali, że chcieć to móc. Ja osobiście wolę się bardzo zdziwić, niż wstydzić.. a wtedy i o treningach upadną wszelkie teorie. Wystarczy porządna rozgrzewka…
luty 10th, 2010
Tymczasem, nieco spokojnie o temacie drażliwym. Nerwy nie są tu wskazane, tak samo jak wizja braku rozwiązania problemu - a taka, niestety się zapowiada. Aczkolwiek każda kolejna informacja na temat przeze mnie poruszony, jest u mnie źródłem zdziwienia, tudzież niespodzianki.
Sprawą pierwszorzędną jest to, czy to są niespodzianki przyjemne, czy też nie. I tu pojawia się problem prawie, że nie rozwiązalny. Prawie…, bo chodzi o nowy most drogowy, a właściwie o stary też.
Media bombardują nas informacjami o kolejnych złotówkach, liczonych w milionach przeznaczonych na budowę mostu, o postępach w papierkowej robocie, o terminach rozpoczęcia prac budowlanych - realnych lub mniej realnych, a często po prostu nie realnych.
Zachłystywanie się tymi informacji akurat nie sprawia mi przyjemności, jako takiej. A jak już sprawi, to wiem, że powinienem mieć ogromne wyrzuty sumienia, że w to uwierzyłem. Ale i są tacy co sprawiają wrażenie, że ciągle wierzą i też codziennie stoją w korku. Często obok mnie, a ja mam tak miękkie serce, że nie mogę patrzeć jak ktoś się męczy. Już od tylu lat…
Co w przypadku kolejnych, wcale nie jest bez znaczenia. Bo będzie już tylko coraz gorzej, tzn. ciaśniej.
styczeń 29th, 2010
Pomimo ujemnych temperatur, zasp metrowych i oblodzonych chodników czujnie obserwuję rzeczywistość. Moje obserwacje pozwoliły mi rozpoznać, że pełną gębą zawitała do nas zima.
Trudno się temu dziwić skoro mamy styczeń. A tak się składa, że mieszkamy w takim punkcie świata, że to nic wyjątkowego, szczególnie o tej porze roku. Ta zima jest dla nas wyjątkowo okrutna, śniegu po pachy, zimno i ślisko. W mediach pojawiły się już hasła, które tą zimę określają wyjątkowo srogo - ‘zima stulecia’, ‘wielki śnieg’, itd. Przesadnie moim zdaniem…
Tradycyjnie tegoroczna zima jaka by ona nie była zaskoczyła nas wszystkich, z drogowcami na czele. Do tego grona dołączyła spółka PKP, śnieg przysypał tory, mróź zamroził trakcję elektryczną i na jaw wyszedł bałagan - i to nie mały. Z racji tego, że z śniegiem i mrozem walczymy na tyle, rzadko, że doświadczenie zbierane corocznie na nic się nam nie przydaje mieliśmy sparaliżowany komunikacyjnie kraj.
Potrzeba było trochę śniegu, żeby czarno na białym (śniegu, oczywiście) było widać kto w tym wszystkim najzwyczajniej w świecie nie daje rady.
A zima, jak zima. Co roku zaskakuje, raz bardziej - raz mniej. Może za rok będzie lepiej..
styczeń 25th, 2010
Budynek z lat 60, 3 piętra, 2 klatki, a w każdej z nich po 12 mieszkań - w tym moje, a właściwie nie moje, tylko zamieszkane przeze mnie. Sąsiedzi - nade mną, pode mną, obok mnie - dwóch. Suma, równa się czterech - właśnie tylu mam sąsiadów. Mieszkam tu trzy lata. W bloku jestem ‘nowy’. Większości z sąsiadów staż zamieszkania przekracza pewnie dwukrotnie mój wiek. Są tu od zawsze, jestem ciekawy jak dobrze się znają?
Z sąsiadami raczej nie rozmawiam. Tych najbliższych mojemu mieszkaniu znam tylko dwóch, pozostałych dwóch nigdy w życiu nie widziałem, ale mam pewność, że są. Zauważyć ich obecność jest niezwykle trudno. Moje wprawne oko obserwatora tutejszego życia zwróciło uwagę na znikające ulotki w drzwiach, przemieszczone o kilka centymetrów wycieraczki przed wejściem do mieszkań. Są ale nadal nie widziani.
Od samego początku z za każdej ściany mojego mieszkania dobiegały dźwięki - rozmowy, audycje radiowe, programy telewizyjne. I to dobitnie świadczyło o tym, że ktoś tam mieszka. Początkowo myślałem, że nie lubią tu nowych i wszystko co może przeszkadzać - niech przeszkadza ale po pewnym czasie, o różnych porach dnia i nocy nadal wszystko co na zewnątrz - słyszałem. Rozmowy, telewizor, radio, wiedziałem czy sąsiedzi mają gości, czy to tylko wnuk przyjechał odwiedzić dziadków, wiedziałem o czym rozmawiają, o co się kłócą i co będą robić - wiedziałem wszystko, a właściwie mimowolnie słyszałem wszystko. W zimie nawet codziennie o 7.30 rano wiedziałem jaka jest temperatura na dworze, nie mając termometru w swoim mieszkaniu. Mój telewizor i moje radio nie było mi potrzebne.
Z każdym dniem chcąc nie chcąc o moich sąsiadach dowiadywałem się coraz więcej. Znam ich, chociaż nie wiem jak wyglądają. Właściwie mógłbym być w ich mieszkaniu pomiędzy nimi, ale wtedy byłbym zauważony. A tak, nasza anonimowość jest naszą znajomością - szkoda tylko, że na dobre i na złe, na 24 godziny na dobę.
I nie dziwę się dlaczego wszyscy siebie unikają na klatce schodowej. Kilkadziesiąt lat w takiej kupie - robi swoje. Też mam ich już dość.
styczeń 20th, 2010
Od zawsze lubiłem dzielić się swoimi spostrzeżeniami, często przekonując moich rozmówców do przyznania mi racji, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji (a może i chęci) pisania bloga. Za pomocą tej modnej w ostatnich miesiącach platformy komunikacji chciałbym podzielić się swoim punktem widzenia, dość ironicznym i specyficznych, bardzo nieprzeciętnym i z założenia innym od większości. Przeważnie będzie o Toruniu, dość często ze zdjęciami (tego czego nie dam rady napisać pokażę). Dlaczego akurat tu, na platformie nowości? Bo jak o Toruniu, to tylko i wyłącznie w miejscu gdzie Torunia dużo. Aaa.. i jest jeszcze jeden powód - nie zniósł bym, żeby Toruń ginął wśród notek o ‘pierwszej randce 10-latki’, ‘wspomnieniach miłosnych 12-latki’ albo ‘fantazjach 50-letniej różowej landrynki’ na blogach ogólnopolskich. Jakoś tak głupio by było… i kto by to zresztą czytał?
styczeń 18th, 2010